BY JESZCZE UMIEC BYĆ
Wsłuchaj się w muzyke nocnej ciszy,
Gdy dzien zasłoni oczy.
Zauważ wiatr za oknami ,
Co burzliwa spiewa piesn.
Ubogie zima,
Odziane czernia drzewa
porywa do tanca.
Spojrz jaki piekny ten bal
pod namiotem nieba.
Ile swiec zarzy się na gorze
za tych co na dole senni.
I usłysz spokojne tetno zegara,
Który nigdzie nie spieszy.
Tak w noc jak i w dzien.
Nie goni i nie oczekuje.
Po prostu jest.
Tak ty człowieku
zwolnij choc na chwile.
By w tym wyścigu za ... miec ...,
pustym szaleństwie nicości,
choc przez chwile ... byc ...,
choc raz spojrzec tak,
by poczuc.
Czyste piekno ujrzec jeszcze
w tym co nie tknięte.
I w każdym spojrzeniu
nie skazonego obludnymi
srodkami ludzkiej egzystencji.
NIE WYSIADAJ SAM ZE SWIATA
Pędzimy tym samym pociągiem
w tę jednakową stronę,
zapaczkowani w niezliczoną ilość wagonów.
Każdy na oślep toruje inną drogę,
lecz zawsze w jedną stronę.
Nie możesz zawrócić,
nie zdołasz przystanąć.
Jednostronny ruch
karuzeli bez hamulców.
Nie zatrzymasz świata?
Targany obrotami,
milionem rozpiętości barw,
uniesiony czy kopnięty
nie powstrzymasz
pędzącej taśmy życia.
Biegniesz, biegniesz, biegniesz...I wysiadasz bez zapowiedzi,
przez drzwi otwarte Jego mocą.
Lecz nie chwytaj sam za klamkę... Nie skacz... Stawiam stop przed twą ucieczką...
* Powódz *
Łzy istot wielu gatunków
jak sople deszczu
solidaryzuja się strachem
komponując ciężkie gorzkie rytmy
zanurzone w płynących ulicach.
Gdzie ponton życia
przybiera nadzieja
ratując przed zatopieniem
resztki sił
pokonywanych przez żywioł.
Sztuka miłości do każdego brata
tworzy otwarte groty rąk
przesyłając dary pomocy,
przygarniając każdą krzywdę
w ramiona wsparcia.
Lecz jak wytrwać
gdy obraz naszego świata
rozpada się na piksele,
z których znika przejrzystość.
Zmyte nagle schrony,
roztopione, zanurzone sentymenty.
Trwa walka, a zarazem
współtworzenie dowodu braterstwa.
Jednak żadne ramiona
nie są w stanie
podtrzymać upadającego
tak jak Twoje.
Utul więc proszę
dusze słabnące.
Zatrzymaj lawinę płaczu.